
Lesicki upomniał się o repatriantów
Wciąż niezrealizowane pozostaje moralne zobowiązanie zaciągnięte przez nasze państwo dotyczące repatriacji Polaków ze Wschodu, zwłaszcza z Kazachstanu, obiecane tysiącom potomków ofiar stalinowskich zsyłek.
Ustawa o repatriacji umożliwia powrót do kraju tym osobom, bądź ich potomkom, którzy na skutek deportacji, zesłań i innych prześladowań narodowościowych i politycznych nie mogły się w Polsce nigdy osiedlić. Na repatriację z Kazachstanu czeka obecnie ponad 15 tys. osób. Tylko do gminy Szamotuły trafia co roku kilkadziesiąt wniosków od rodaków zainteresowanych powrotem do kraju. Wszystkie załatwiane są odmownie.
Kolejną partię wniosków o repatriację dani z gminnej komisji budżetu rozpatrywali w miniony poniedziałek. Decyzja była jak zwykle negatywna.
– Wydaje mi się, że raz na dziesięć lat gmina Szamotuły mogłaby przyjąć repatriantów – zauważył uczestniczący w obradach mieszkaniec, Maciej Lesicki. – Przez ostatnie dziesięć lat nikogo nie przyjęliśmy. Wydaje mi się, że jako Polacy moglibyśmy przyjąć rodaków ze Wschodu – zaznaczył.
I dodał: – Kiedy była potrzeba przyjęcia uchodźców wojennych z Ukrainy, to społeczeństwo nie miało nic przeciwko temu i masowo angażowało się w pomoc. A jeżeli chodzi o ściągnięcie do Szamotuł dzieci, potomków ofiar zsyłek, to jest z tym już gorzej.
Marta Więcławska, przewodnicząca komisji, tłumaczyła, że na przeszkodzie repatriacji stoi kwestia kosztów, jakie musiałby ponieść samorząd. – No bo chodzi o to, że gmina musi zapewnić środki, mieszkanie – podkreśliła.
– Ale raz na dziesięć lat? – zawstydził Więcławską Lesicki.
(mal)





















