15 49.0138 8.38624 1 1 7000 1 https://szamotulska.pl 300 true 0
theme-sticky-logo-alt

„Panie, my z Platformą?”

Burza wokół kredytu i gigantycznych odsetek. Opozycja bije na alarm

– To tragiczny w moim odczuciu kredyt dla miasta – ocenia radny Dawid Pius zaciągnięte ostatnio przez szamotulską radę miejską zobowiązanie. I nie sam fakt skorzystania z kredytu zbulwersował radnego Piusa oraz kilkoro innych samorządowców, a jego koszty. Za pożyczenie kwoty 4,37 mln zł, samych odsetek gmina zapłaci, jak wyliczył skarbnik Witold Koczorowski – 1,939 mln zł albo, jak wyliczyła radna Joanna Gzyl – 2,9 mln zł.

Po co gminie, zadłużonej na blisko 81 mln zł, kolejny kredyt? Na sfinansowanie planowanego deficytu budżetu miasta oraz spłatę wcześniej zaciągniętych pożyczek i kredytów. Jak słusznie zauważa wiceburmistrz Krzysztof Wolny, radni wolę sięgnięcia po kredyt wyrazili już w grudniu ubiegłego roku umieszczając taką pozycję w uchwale budżetowej. Ale, jak podkreśla radny Łukasz Heckert, nie o sam fakt skorzystania z kredytu chodzi, bo to jest oczywistością, a o koszty. Horrendalne.

Miliony na odsetki

Skarbnik gminy Witold Koczorowski zapytany o wysokość odsetek, podał kwotę 1,939 mln zł. I dodał, że kredyt gmina będzie spłacać w latach… 2036 – 2039.

Panie skarbniku, co pan mówi? Od kwoty 4,37 miliona prawie 2 miliony odsetek? – łapała się za głowę radna Joanna Gzyl. – A nie możemy wcześniej zaplanować spłaty? Bo to są niepotrzebnie wydane pieniądze. Gmina nie ma zdolności kredytowej? – drążyła temat na posiedzeniu komisji budżetowej, jeszcze przed sesją rady. Odpowiedzi nie usłyszała.

Kredyt sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły – to tylko narzędzie – przekonuje Joanna Gzyl. – Może być motorem rozwoju, jeśli finansuje potrzebne inwestycje. Ale każde zadłużenie ogranicza naszą zdolność kredytową i możliwość sięgania po środki w przyszłości. Przyjęto marżę banku 0,64% i WIBOR jednomiesięczny na poziomie 2,58%, choć faktyczny wynosi 4,81%. Koszt kredytu według skarbnika Koczorowskiego to 1,9 miliona złotych, ale realnie to blisko 2,9 miliona. Innymi słowy: za kredyt 4,37 miliona złotych oddamy ponad 7 milionów! – alarmuje.

Każdy może sobie liczyć jak uważa. Kwestia wysokie, czy niskie odsetki, to tylko kwestia oceny subiektywnej, a nie merytorycznej – ripostuje wiceburmistrz Wolny.

 

„Chcemy rozwiać wątpliwości”

Koszty kredytu wzbudziły wątpliwości nie tylko radnej Gzyl. Bernadeta Markiewicz poprosiła na ostatniej sesji rady miejskiej o wycofaniu z porządku obrad punktu dotyczącego zaciągnięcia kontrowersyjnego zobowiązania, z uwagi na nie przedstawienie radnym na posiedzeniu komisji budżetu wyczerpujących informacji o kosztach i zasadach udzielenia kredytu.

Chcemy rozwiać wątpliwości, chcemy, żeby wszystko było jasne – dopowiedział Łukasz Heckert i jednocześnie zaproponował zwołanie dodatkowej sesji nadzwyczajnej, kilka dni później, poświęconej wyłącznie sprawie kredytu.

– Uczestniczyłem w komisji budżetu i o ile pamiętam, wszystkie wyjaśnienia były przedstawione. Natomiast rozumiem, że może to być niezrozumiałe dla wszystkich radnych i to przyjmuję do wiadomości. Ale to nie jest powód zdejmowania tej uchwały z porządku obrad – polemizował wiceburmistrz Wolny. – Jeżeli jednak ona zostanie zdjęta, może nastąpić taki moment, że gmina nie będzie w stanie tego kredytu zaciągnąć, bo minie czas na przeprowadzenie kwestii formalnych, dlatego uważam, że ten wniosek jest niezasadny.

– Tu nie chodzi o niezrozumienie, tylko o przedstawione koszty, bardzo wysokie, jakie gmina ma ponieść. Kredyt ma być spłacany w latach 2036-2039. Chcielibyśmy to jeszcze raz przeanalizować – postulowała radna Markiewicz.

Ja bym prosił nie wprowadzać paniki, że jeśli nie podejmiemy decyzji dzisiaj, to się coś stanie. Trzy dni zwłoki w podjęciu uchwały nie spowoduje problemów – wytknął Wolnemu Heckert.

 

Trzeba powiedzieć B

Za zasadny uznała wniosek Bernadety Markiewicz Joanna Gzyl. Przekonywała, że radni powinni mieć pełną wiedzę podczas podejmowania tak ważnej dla finansów gminy uchwały, jaką jest decyzja o zaciągnięciu niemałego kredytu. Wskazała na brak odpowiedzi na pytania kierowane pod adresem skarbnika Koczorowskiego.

Pytałam skarbnika, dlaczego wcześniej nie możemy zacząć spłacać tego kredytu. Nie uzyskałam odpowiedzi, ale wniosek nasuwa się sam… – podkreślała. – Czyżby we wcześniejszych latach gmina nie miała zdolności kredytowej? – skomentowała już po sesji.

Wiceburmistrz Krzysztof Wolny przypomniał z kolei radnym, że uchwała o zaciągnięciu kredytu jest konsekwencją uchwały budżetowej z grudnia ubiegłego roku. – Rada uchwałą budżetową zobowiązała burmistrza do podjęcia działań, które dzisiaj następują. I trzeba być poważnym, jeżeli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B – zaznaczył.

Nie wymyśliliśmy sobie w wakacje jakiegoś nowego kredytu, realizujemy uchwałę budżetową – potwierdzał słowa zastępcy burmistrz Piotr Michalak.

 

Opozycja z burmistrzem

Ostatecznie, po burzliwej dyskusji, rada odrzuciła wniosek Bernadety Markiewicz o zdjęcie sprawy kredytu z porządku obrad, a następnie większością głosów (12 za, 7 przeciw, 1 wstrzymujący się) wyraziła zgodę na pożyczenie 4,37 mln zł. Za głosowała większość niedawnej opozycji antyburmistrzowskiej: Mikołaj Trąbczyński, Bartosz Węglewski, Marian Juś, Joanna Ludwiczak i Natalia Wojciechowska. Co ciekawe, w grudniu, przy uchwalaniu budżetu na ten rok, radni ci (poza Wojciechowską) nie do końca byli przekonani do pomysłu na zarządzania finansami gminy autorstwa burmistrza Michalaka i wstrzymali się wówczas od głosu.

Czy wyniki głosowania z ostatniej sesji potwierdzają pogłoski o powstaniu nowej koalicji rządzącej gminą? Widać wyraźnie, że Piotr Michalak może liczyć na głosy siedmiorga radnych ze swojego ugrupowania, pięciorga z dawnego ugrupowania Joanny Gzyl, tj. z kręgu Platformy Obywatelskiej (Trąbczyński, Węglewski, Juś, Wojciechowska i Ludwiczak) oraz Jerzego Najderka z dawnej ekipy Łukasza Heckerta.

A co z pozostałymi? Radni PiS są stabilni w poglądach. – Panie, my z Platformą? – odpowiedział radny Tomasz Łączkowski na pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość będzie współpracowało z burmistrzem i jego nowymi koalicjantami.

Ja pozostaję niezależny. Zresztą po co jakieś ugrupowania w radzie? Każdy powinien głosować w zgodzie ze swoim sumieniem, oczywiście słuchając swoich wyborców – wyjaśnia swój status radny Krzysztof Dyzert. – Niektórzy radni wcześniej wszystko krytykowali, ale po wakacjach już chwalą. Odpoczynek jednak uspokaja – komentuje ironicznie nowy układ sił w samorządzie.

Łukasz Heckert pytany o losy koalicji z Michalakiem mówi, że czeka na poważną rozmowę z burmistrzem, tyle, że nie może do niej dojść. Po zdymisjonowaniu Szymona Strojnego ze stanowiska wiceburmistrza, Pokolenia Szamotulan (Heckert, Markiewicz i Kaluga) są jednak traktowane przez wszystkich, jako nowa opozycja. A Joanna Gzyl? Po przejściu na drugą stronę barykady jej radnych, pozostaje samotnym strzelcem. Doskonale współpracuje z Bernadetą Markiewicz w komisji budżetu oraz w komisji rewizyjnej, co było widać choćby podczas kontroli „komunalki”. A to nie jest dobra wiadomość dla burmistrza.

Marek Libera

 

Foto: – W naszej sytuacji pojawia się realne ryzyko, że już w przyszłym roku, przy strategicznych inwestycjach, gmina może utracić zdolność kredytową – przestrzega Joanna Gzyl
(fot. ARCHIWUM)
Poprzedni
Następny