15 49.0138 8.38624 1 1 7000 1 https://szamotulska.pl 300 true 0
theme-sticky-logo-alt

Nie taki skunks smrodliwy…

Czarno-biała „księżniczka” w bibliotece

Tłum dzieci wypełnił w środę 18 lutego dużą salę w Bibliotece Publicznej we Wronkach. Przyciągnęła ich żywa skunksiczka – czworonożna czarno-biała księżniczka z pięknym ogonem – którą można było nawet pogłaskać. I w żadnym momencie nikomu nie groziło skażenie zapachowe.

Angelika Raszewska z biezdrowskiej „Brykolandii” przywiozła do biblioteki 8-miesięczną skunksiczkę o imieniu Lori. Zwierzątko trafiło do Biezdrowa jako półdzikus z hodowli. Długie cztery miesiące trwało zdobycie jego zaufania, żeby w końcu zechciało przyjść do opiekunki.

Dziś Lori jest przyzwyczajona do towarzystwa ludzi i głaskania, chociaż stresuje się na widok machania rękami. Złości ją podnoszenie wysoko ponad ziemię. Wtedy czasem delikatnie gryzie opiekunkę w rękę. W zachowaniu skunksiczki można dostrzec więcej cech kocich niż psich. Nie lubi towarzystwa innych zwierząt, za to znakomicie potrafi bawić się samodzielnie, wykorzystując psie i kocie zabawki. Uwielbia delikatne drapanie po grzbiecie. Podobnie jak kot, bardziej aktywna jest w nocy, a skutki zabaw po ciemku widać rano. W dzień woli ukryć się w cichym kącie i godzinami drzemać. Albo wpaść do pralni, wyrzucić ciuchy z miski i zakopać się w ich stercie. Zamiast specjalnego domku wybiera spanie w szafie. W zasadzie jest wszystkożerna. Zjada karmę dla psów, jajka, surowe mięso, warzywa, nie pogardzi jabłkiem. Podobnie jak psu, skunksowi nie wolno podawać winogron.

Lori załatwia się do kociej kuwety, co u skunksów jest rzadko spotykaną umiejętnością najwyższej klasy. Czasem zostawi w kącie pokoju kropelkę moczu, żeby zaznaczyć „Tu jestem”. We wczesnym wieku została chirurgicznie pozbawiona słynnych gruczołów zapachowych koło ogona. Lepiej z tym nie zwlekać, bo już 3-tygodniowe skunksy wiedzą, że mają taki groźny oręż do dyspozycji. I jak go użyć.

Na karę opryskania wydzieliną trzeba byłoby jednak mocno zasłużyć. Podstawą odstraszania u skunksa jest umaszczenie – białe paski na czarnym tle. Wszystko, co mocno rzuca się w oczy w naturze, zwykle jest oceniane jako niebezpieczne lub trujące. Jeżeli ten poziom odstraszania nie wystarcza, to zdenerwowany skunks zaczyna ostrzegać – odwraca się tyłem, podnosi swój wielki ogon, charczy, sarka i tupie. Z zapachowej funkcji obronnej korzysta w absolutnej ostateczności, bo zapas szczypiącego śmierdzidła w gruczołach wystarcza tylko na trzy „strzały” o zasięgu rażenia do 3 metrów, a jego odtworzenie trwa 5-10 dni. Siarkowodorowy smród – początkowo będący miksem zepsutych jaj i spalonych kości prowokującym wymioty – utrzymuje się do 10 dni. Zmienia ton na łagodniejszy z upływem czasu.

Po wypstrykaniu się skunks może już tylko uciekać przed zagrożeniem. Nóżki ma krótkie, ale potrafi nimi całkiem szybko przebierać, osiągając do 25 km/h. Śmiertelnym zagrożeniem dla skunksa w naturze są sowy. Atakują bezszelestnie i z góry, więc zwierzątko często nie zdąży nawet zareagować.

Wielu rodziców usłyszało tego dnia tęskną prośbę „Mamo, kupimy skunksa?”. W miarę upływu czasu spotkania dzieci systematycznie przysuwały się coraz bliżej. Były wyraźnie zafascynowane egzotycznym zwierzątkiem o miękkim futrze, co chętnie same sprawdzały, głaszcząc.

Te wszystkie przejawy ludzkiej czułości Lori gładko tolerowała. Jeszcze trochę urośnie i może liczyć na długie życie jak na skunksa. W naturze żyją średnio 4-6 lat. Padają jak muchy podczas swojej pierwszej zimy, a potem często cierpią z powodu chorób i pasożytów. W Ameryce Północnej, skąd pochodzą, dzikie skunksy są głównymi nosicielami wścieklizny. Osobniki pod dobrą opieką człowieka mają szansę dożyć do 10 lat.

 

Tekst zamieszczony w poniedziałkowej Gazecie Szamotulskiej

Foto: Tego dnia wielu rodziców usłyszało tęskne pytanie „Mamo, kupimy skunksa?”
Poprzedni
Następny