
Szamotulska rada miejska utworzyła spółdzielnię energetyczną
Od kilku lat osoby prywatne, przedsiębiorstwa, jak również jednostki samorządu terytorialnego, mogą zakładać spółdzielnie energetyczne, by w ramach tej formuły produkować i dzielić się energią elektryczną. Choć spółdzielczość energetyczna może przynosić znaczące oszczędności, nadal nie cieszy się dużą popularnością. – Spółdzielnie dopiero zaczynają się pojawiać, dzisiaj jest ich w Polsce 91, znacznie popularniejsze są na Zachodzie – mówi Michał Dziedzic, prezes szamotulskiej „komunalki”. Prezes zamierza powołać do życia 92 spółdzielnię energetyczną. W Szamotułach.
Co mogą zyskać spółdzielcy i dlaczego to się opłaca? Michał Dziedzic przekonuje, że spółdzielnia energetyczna to dobry biznes. Dla „komunalki” i dla gminy.
– Ustawodawca dopuszcza już od paru lat tworzenie spółdzielni energetycznych, aczkolwiek one zaczynają rozwijać się dopiero teraz, bo przez dłuższy czas brakowało przepisów wykonawczych regulujących rozliczanie energii elektrycznej. Dzisiaj jest ich w Polsce 91, znacznie popularniejsze są na Zachodzie. W Niemczech jest 900 spółdzielni, w Danii 2500 – wskazuje prezes ZGK.
Czy to się opłaci?
Cóż to takiego spółdzielnia energetyczna? Spółdzielnię energetyczną utworzyć mogą osoby fizyczne i osoby prawne, co w praktyce oznacza, że mogą to być zarówno mieszkańcy, jak i przedsiębiorcy oraz jednostki samorządu terytorialnego. Przedmiotem działalności spółdzielni energetycznej jest wytwarzanie energii elektrycznej lub biogazu, lub biogazu rolniczego, lub biometanu, lub ciepła w instalacjach odnawialnego źródła energii, obrót nimi lub ich magazynowanie. Spółdzielnia energetyczna prowadzi tę działalność wyłącznie na rzecz samej spółdzielni oraz swoich członków, w tym produkuje i użytkuje energię na własne potrzeby. Co ważne, ilość produkowanej z OZE energii musi pokryć zapotrzebowanie wszystkich członków spółdzielni w minimum 40 procentach (od przyszłego roku w 70 procentach).
– Spółdzielnia energetyczna to jest taki podmiot, który ma osobowość prawną, radę nadzorczą, zarząd z prezesem, księgowość i ten podmiot produkuje energię z odnawialnych źródeł energii (OZE) i sprzedaje ją swoim spółdzielcom – wyjaśnia Michał Dziedzic. – Idea jest taka, żeby na obszarze jednej, dwóch, maksymalnie trzech sąsiadujących ze sobą gmin wytwarzać i konsumować energię elektryczną, czyli żeby ona nie trafiała do dużej sieci, do dużych magazynów energii, a odciążała wręcz te duże magazyny.
Jak zaznacza Dziedzic, istotnym plusem spółdzielni jest system zachęt, jakie daje ustawodawca, aby lokalnie wytwarzać i lokalnie konsumować energię z OZE. – Pierwsza taka zachęta, to brak dużej części opłat dystrybucyjnych – opłaty OZE, mocowej, kogeneracyjnej, ale też podatku akcyzowego. Druga duża zaleta to sposób bilansowania energii. Przed rokiem 2022 było tak, że jak prosument oddał do sieci 100 procent wyprodukowanej energii, to 80 procent mógł odzyskać. Teraz jest to dużo mniej korzystne, bo prosument musi sprzedać energię, kiedy ma nadwyżkę, a wtedy ta energia jest najtańsza, a kiedy jej potrzebuje, to musi ją kupić, ale wtedy, wszyscy jej potrzebują, więc ona jest droga. Więc dzisiaj bycie prosumentem nie jest opłacalne. A spółdzielnia wraca trochę do tych zasad, które były kiedyś, tylko nie 80 a 60 procent można odzyskać, co nadal jest bardzo korzystnym współczynnikiem – tłumaczy. – No i spółdzielnia ma jeszcze tę zaletę, że może samodzielnie inwestować, jako osoba prawna może występować o dofinansowania, o tanie pożyczki. W tym wypadku zadłuża się spółdzielnia, a nie gmina czy ZGK.
Zdaniem Michała Dziedzica, najistotniejsze w spółdzielni jest to, że sama produkuje energię i sama tę energię sprzedaje swoim członkom, po cenie, jaką sama ustali. – Więc to nie będzie wysoka cena – podkreśla.
Na początek trzech spółdzielców
Prezes Dziedzic zakłada, że szamotulską spółdzielnię będą tworzyć wyłącznie instytucje samorządowe podlegające burmistrzowi. – W pierwszej kolejności gmina, ZGK i SzOK, później może centrum sportu – wyjaśnia.
– Można oczywiście przyjmować do spółdzielni podmioty prywatne, ale ja jestem temu przeciwny. Nie zgadzamy się na prywatne kapitały – zaznacza wiceburmistrz Szymon Strojny.
Aby legalnie działać, każda spółdzielnia energetyczna musi zostać zarejestrowana w Krajowym Ośrodku Wsparcia Rolnictwa (KOWR). Do rejestracji konieczne jest przedłożenie odpowiednich dokumentów, takich jak statut, lista członków, lista punktów poboru energii oraz źródeł wytwórczych.
– Dla ZGK zaleta spółdzielni jest taka, że my mamy około 60 punktów poboru energii (w gminie ponad 200), z czego 10 to punkty duże, gdzie możemy budować fotowoltaikę, magazyny energii. Natomiast pozostałe 50 punktów to są punkciki bardzo małe. Te małe punkty, na przykład przepompownie, są zbyt małe, aby stawiać tam fotowoltaikę, bo potrzebny byłby raptem jeden panel. Nie byłoby to opłacalne, a czasem nie ma nawet na to miejsca. I właśnie dla tych punktów spółdzielnia energetyczna jest świetnym rozwiązaniem. Dlatego, że zbudujemy sobie jakąś jedną większą fotowoltaikę i będziemy mogli na tych atrakcyjnych warunkach, bez opłat dystrybucyjnych, przesyłać energię do tych małych punktów – dowodzi prezes „komunalki”. – Ja widzę dużo zalet tego rozwiązania, a nie widzę wad.
Są i plusy ujemne
Wady dostrzega natomiast radny Łukasz Heckert. Zwraca uwagę na fakt wyłączania fotowoltaiki w szczytowych okresach produkcji energii, latem, w słoneczne dni. Wynika to z nadmiernego dopływu energii z instalacji prosumenckich do sieci energetycznej. Prezes Dziedzic uspokaja: – Spółdzielnie mają pierwszeństwo przy produkcji energii, są traktowane priorytetowo, więc szansa, że spółdzielcza fotowoltaika zostanie wyłączona jest niewielka.
Zdaniem radnej Joanny Gzyl spółdzielnie energetyczne to dobry pomysł, dobra idea, ale… Ale radna uważa, że wyprodukowanie 40 procent energii z odnawialnych źródeł w warunkach szamotulskich jest nierealne.
– Dzisiaj nasza fotowoltaika wytwarza jakiś procent energii, którą potrzebujemy. Ale chcemy to zmienić. Ba, tak naprawdę należy celować w to, żeby to było nie 40, a 100 procent – przekonuje prezes Dziedzic. I przekonuje, że aby wypełnić ustawowy wymóg zasilania punktów poboru w energię uzyskiwaną w co najmniej 40 procentach z OZE, wystarczy wskazać kilka małych punktów spełniających ten warunek. Zdaniem Joanny Gzyl, wymóg ustawowy dotyczy wszystkich punktów poboru energii, potrzeb własnych całej spółdzielni.
– To dotyczy całego podmiotu, nie można traktować tego wymogu wyrywkowo – argumentuje radna.
– Przy dużych punktach poboru trzeba mieć duże instalacje fotowoltaiczne i duże magazyny energii, żeby te 40 procent uzyskać z OZE, zgadza się. Dlatego dla mnie szczególnie interesujących jest tych 50 malutkich punkcików. Naprawdę, nie trzeba dużej fotowoltaiki, aby wskazać na początek kilka takich punktów i zapewnić im 40 procent energii z odnawialnych źródeł. I od tego chcemy zacząć – mała fotowoltaika, mało punktów. A potem spółdzielnia wybuduje kolejną fotowoltaikę, i dołączy kolejne punkty – prezentuje swoją wizję rozwoju spółdzielni Michał Dziedzic.
A może biogazownia?
Radny Heckert jest zdania, że stawianie przez spółdzielnię tylko na fotowoltaikę jest błędem. Wskazuje na stosunkowo krótki żywot paneli fotowoltaicznych, problemy z odbiorem prądu wytwarzanego w godzinach produkcyjnego szczytu.
– Może warto pomyśleć o biogazowni? – sugeruje.
– Zgadzam się, fajnie byłoby mieć jakieś źródło energii pracujące w nocy, w zimie. Ale my myślimy o fotowoltaice, bo to jest inwestycja najprostsza i najszybsza w realizacji – tłumaczy. – Budowa małej fotowoltaiki do 50 kW trwa od dwóch tygodni do miesiąca, biogazownia, to inwestycja na 5 – 6 lat. Ja myślę o perspektywie krótszej, już teraz chciałbym mieć oszczędności.
Będą posady!
Jak zauważają radni, powołanie do życia spółdzielni energetycznej, to nowe, atrakcyjne posady – zarząd, prezes, wiceprezes, rada nadzorcza.
– Zakładam, że przez co najmniej dwa lata rada nadzorcza będzie pracować pro bono. Taka jest intencja burmistrza. Natomiast jeśli chodzi o zarząd, to będzie on jednoosobowy i przynajmniej do końca roku prezes również będzie funkcjonował pro bono, a potem zobaczymy – wyjaśnia Michał Dziedzic. – Na część etatu zatrudnimy natomiast księgową. Zmierzamy do tego, aby były oszczędności, a nie żeby tworzyć stanowiska. To musi się opłacić.
Na ostatniej sesji rady miejskiej, w miniony wtorek, rada miejska większością głosów przyjęła uchwałę o utworzeniu spółdzielni energetycznej i przystąpieniu do niej gminy. Katarzyna Mejer i Łukasz Heckert z koalicji rządzącej wstrzymali się od głosu.
– Wstrzymałem się, ponieważ nie otrzymałem od prezesa Dziedzica analizy finansowej przedsięwzięcia ze spółdzielnią, o którą prosiłem – mówi radny Heckert. – Prosiłem przed sesją o wykreślenie punktu o utworzeniu spółdzielni z porządku obrad, bo nie mamy żadnych danych, i przesunięcie go na sesję lipcową. Zadecydowano inaczej – dodaje.
Marek Libera


















