
Na marginesie wykładu dr inż. Aleksandry Kraśkiewicz
Spotkanie z dr Aleksandrą Kraśkiewicz w szamotulskiej bibliotece miejskiej w poprzedni piątek, do którego chciałbym się odnieść, bardzo mnie rozczarowało. Mimo wielce obiecującego tytułu – „Fakty i mity. Cała prawda o wilkach”, zaprezentowane „fakty” niewiele miały wspólnego z obiektywną prawdą. Była to bardziej pogadanka dla uspokojenia obaw ludzi wystraszonych częstymi atakami wilków na zwierzęta domowe, niż rzetelny, poparty faktami wykład.
Zaczęło się od fałszywego twierdzenia pani prelegentki o stałej lub nieznacznie zwiększającej się populacji wilka w Polsce. Jest to oczywista nieprawda. Dane statystyczne mówią zupełnie coś innego. Liczba wilków tylko od roku 2015 do roku 2022 wzrosła z 1484 do 4328 osobników (dane Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska), a więc wzrosła trzykrotnie! (w roku 2010 GDOŚ odnotował 770 wilków). Za tym idzie stały wzrost szkód wyrządzonych przez wilki w gospodarstwach rolnych w latach od 2018 do 2022, odpowiednio z 865 do 979 zgłoszeń. I tu już zaczyna się problem. Według oficjalnych statystyk GUS, w sezonie łowieckim 2024-2025 wilki zagryzły 1494 psy, 1336 owiec, 425 krów, 169 kóz i 48 koni! Liczby te pozostawiam bez komentarza. A pamiętajmy, że nie wszystkie szkody są zgłaszane.
Wielu słuchaczy wykładu zastanowiła, tendencyjna moim zdaniem, zmiana nazewnictwa stada wilków. I tak watahę wilków w środowiskach zajmujących się tymi drapieżnikami (celowo nie nazywam ich naukowcami), zamieniono na rodzinę! To oczywista bzdura, rodzina, to podstawowa kategoria systematyki świata zwierząt. Tak jak gatunek. Niższa niż rząd, wyższa niż rodzaj. Zmiana ta wynika prawdopodobnie z niechęci niektórych pseudobadaczy do historycznej, ale wywodzącej się z języka łowieckiego nazwy ,,wataha”. Idąc dalej tropem takiej awersji do łowiectwa, można basiora, samca wilka, nazwać Jasiem, a waderę, samicę wilka, Małgosią. Efekt murowany.
Tłumaczenie i usprawiedliwianie krwawego, bezsensownego zarzynania bezbronnych zwierząt gospodarskich w zagrodach działaniem adrenaliny i ilością zwierząt domowych nagromadzonych na małej przestrzeni, ma się tak, jakby bronić gwałcicieli i pedofilów wzrostem u nich poziomu testosteronu.
Prezentacja podczas prelekcji na ekranie monitora uroczych zdjęć wilczych szczeniąt, łagodnego wilczego futrzaka, czekającego na poduszce na pieszczoty, to objaw bambinizmu, czyli fałszywej, naiwnej wizji świata przyrody, jako krainy wiecznej szczęśliwości, piękna, nasyconego niewinną miłością. To kolejny absurd sączony podczas wystąpienia pani Aleksandry. Życie zwierząt jest bardziej brutalne niż widzą je osoby patrzące na świat z pozycji jelonka Bambi z kreskówek Walta Disneya. W przyrodzie świat rzeczywisty to świat, w którym drapieżnik pożera swoją ofiarę często żywcem! I tak trzeba postrzegać wilka. Emocji tych nie zmniejsza świadomość, że w naturze pewne zachowania są konieczne, aby poszczególne gatunki mogły przeżyć. Naiwne pojmowanie przyrody może mieć bardzo negatywne skutki dla środowiska. Bambinizm jest kwintesencją niezrozumienia przyrody przez człowieka. Skoro jeszcze jesteśmy w świecie bajek, to przypomnę, że Czerwonego Kapturka uratował przed wilkiem znienawidzony przez niektórych, myśliwy! Osoby dotknięte bambinizmem nadają zwierzętom cechy ludzkie, ignorując fakty i zapominając, że często te milusie futrzaki zachowują się bardzo brutalnie.
Kolejna nieprawda wygłoszona podczas wykładu, to zaniżenie wagi ciała wilków. Nieprawdą jest, że wilki ważą od 20 do 40 kg. Przeciętnie dorosły wilk waży 30 do 70 kg. Martwy wilk znaleziony w miejscu wypadku komunikacyjnego w miejscowości Dębe w nadleśnictwie Krucz, zważony przez pracowników Lasów Państwowych, ważył 55 kg. Spotkanie z takim dorodnym osobnikiem nie należałoby do przyjemności, a szanse człowieka w przypadku konfrontacji są zerowe.
Rada pani dr Kraśkiewicz, aby przetrzymywać zwierzęta domowe w zamknięciu, to jak rada pewnej polityczki dotycząca ubezpieczeń przed powodzią. Źle się to skończyło dla ówczesnej pani minister. Budowa ,,fortyfikacji” w gospodarstwach rolnych w celu obrony przed atakami wilków, jest absurdalna i niewykonalna. Mam przyjemność podróżowania od czasu do czasu po Wielkiej Brytanii i cóż tam widzę? Od Londynu po Aberdeen na nieogrodzonych, nieufortyfikowanych pastwiskach pasą się niezliczone stada (może powinienem napisać „rodziny”?) owiec, bydła i koni. Podobnie w Niemczech, Holandii, Danii i Francji. Gdyby tam pojawił się wilk, to marny byłby jego los! Widziałem w Szkocji owce kocące się w rowie przy szosie, owce, które przebywają na pastwiskach 24 godziny przez cały rok. Nic im tam nie zagraża. W latach osiemdziesiątych w miejscowości Brączewo (gm. Obrzycko) hodowanych było blisko 500 matek zarodowych owiec rasy Ile de France. Pasły się na pastwiskach tuż przy dużym kompleksie leśnym i przez wiele lat nie zginęła tam w wyniku ataku drapieżnika ani jedna owca. Nie zginęła, ponieważ tych drapieżników po prostu tam nie było. Dzisiaj jedyna owca, jaka żyła w okolicy Brączewa, padła zarżnięta przez wilki. Podobny los spotkał konia w okolicach Tarnówka (gm. Połajewo), czy psa w Annogórze (gm. Obrzycko).
Jestem myśliwym z wieloletnim stażem i na podstawie moich wieloletnich (w latach 1980-2000) obserwacji pogłowia sarny na polach Dobrogostowa, Kobylnik, Gaju Małego, Szczuczyna i Mutowa, na powierzchni około 1500 hektarów, rok w rok można było naliczyć jakieś 400 saren. Dzisiaj spotyka się ich mniej niż 200 osobników. Koledzy myśliwi polujący z przyrządami termowizyjnymi, szacują w naszym obwodzie łowieckim obecność około 6 wilków na powierzchni 2700 ha lasu. Jak to się ma do potrzeb życiowych tych drapieżników? Otóż te 6 wilków zjada średnio dziennie mniej więcej 2 kg mięsa na sztukę, mnożąc to przez 365 dni w roku uzyskujemy 4380 kg dziczyzny. Chcąc przeliczyć to na sztuki, dzieląc przez średnią wagę pożartej zwierzyny ca 30 kg, uzyskamy 146 sztuk dzików, jeleni i saren zjedzonych w jednym roku. Oczywiście miłośników wilków nie obchodzi to, w jak brutalny sposób giną te zwierzęta. Musimy też podkreślić niepokój w ostoi, jaki wywołują wilki przemieszczające się często po kilkadziesiąt kilometrów dziennie oraz zagrożenie przenoszenia świerzbu, toksoplazmozy, babeszjozy i nosówki oraz licznych pasożytów. Należałoby też zadać pytanie o możliwość przenoszenia przez wilki (przy ich wielkiej mobilności) ASF, choroby, która wyniszcza populację dzików i stanowi wielkie zagrożenie dla chowu trzody chlewnej.
Na koniec mojego komentarza zacytuję słowa profesora Henryka Okarmy, niekwestionowanego znawcy biologii wilków: ,,wilk tak, ale pod kontrolą”. Profesor od lat powtarza, że wilk został uratowany i należy przestać go chronić w sposób ścisły, gdyż zajmuje on terytoria blisko człowieka, a za tym rośnie liczba konfliktów.
Andrzej Jęczmyk




















