
…i dlatego żółty sygnał zaskakuje!
Nieustalony pojazd o sporej masie i rozmiarach wyrysował ślady dramatycznego hamowania przed sygnalizacją świetlną na wronieckiej obwodnicy. Jak to się stało, że zawodowy (zapewne) kierowca o mały włos nie wylądował na słupie sygnalizatora?
Większość posiadaczy prawa jazda nie jest świadoma, że do skrzyżowań z sygnalizacją świetlną w Polsce należy zbliżać się z prędkością decyzyjną do 50 km/h. Nie sugerujmy się ograniczeniami prędkości (sic!), bo wciąż zdarzają się fatalnie błędne.
Im bardziej przekraczamy 50 km/h przed sygnalizacją, tym potem mamy większe trudności z decyzją, co robić w razie zaskakującej zmiany sygnału. Czy „stanąć na rzęsach”, być może bez powodzenia, czyli zatrzymując się z piskiem np. na przejściu dla pieszych? Czy może przemknąć na tzw. wczesnym czerwonym?
Wartość 50 km/h przy dojeździe do sygnalizatora wynika z 3-sekundowego czasu świecenia żółtego sygnału. Czasu jedynie słusznego w rozporządzeniu w sprawie znaków i sygnałów drogowych. W krajach jeżdżących o parę pokoleń dłużej od nas żółty sygnał świeci się przez 3, 4, 5 lub nawet 6 sekund. To zależy od dopuszczalnej prędkości przy danym sygnalizatorze.
U nas mamy tylko 3 sekundy i basta! Brak dodatkowych ostrzeżeń (np. mrugającego światła zielonego) sprawia, że wielu z nas dojeżdża do skrzyżowań z sygnalizacją trochę z duszą na ramieniu: „Czy przełączy? Czy jednak zdążę przejechać?”. To również negatywnie wpływa na wysoki poziom stresu polskich kierowców. Im bardziej są zestresowani, tym bardziej agresywni.
Akurat sygnalizacja na wronieckiej obwodnicy działa w sposób dość przewidywalny dla regularnych użytkowników. Domyślny sygnał zielony świeci dla wojewódzkiej obwodnicy. Gdy powiatową ulicą Lipową nadjedzie i zatrzyma się inny pojazd, to minie 5 lub 10 sekund, zanim dla ruchu na obwodnicy zapali się sygnał żółty. Pięć sekund mamy, gdy obwodnica jest akurat pusta. Dziesięć – gdy pojazdy jadące obwodnicą znajdują się w zasięgu kamer podających dane do sterownika sygnalizacji.
Kierowca pojazdu dużego kalibru, który narysował gumą pamiątkowe szlaczki na jezdni, prawdopodobnie nie znał tej reguły. I jadąc trochę za szybko, zapewne dał się zaskoczyć jak komunikacyjny przedszkolak.



















