
Jim-Isaac Chua zagrał w Szamotułach Chopina, Schuberta i Ravela. Dlaczego w Szamotułach?
W piątkowy, wrześniowy wieczór, w auli naszej szamotulskiej szkoły muzycznej, zabrzmiała muzyka Chopina, Schuberta i Ravela. Z pewnością, odbyło się w tej sali wiele znakomitych koncertów, jednak ten, był za sprawą wykonawcy i przejmującego kontekstu, o którym za chwilę opowiem, muzycznie, metafizycznie i duchowo, wydarzeniem wyjątkowym.
Jim-Isaac Chua, genialny pianista pochodzenia filipińsko-amerykańskiego, koncertujący po całym świecie przyjechał do Szamotuł, aby dać specjalny koncert. Dlaczego właśnie tutaj?
Przedziwny splot okoliczności
– Każdy człowiek powinien poszukiwać swojego mistrza – powiedział w przerwie między utworami Jim-Isaac’a Chua. – A jeśli znajdzie swojego nauczyciela, to trzeba wiedzieć, że prawdziwy nauczyciel, to ten, który może odmienić życie ucznia i w ten sposób może odmienić jego cały świat.
To osobiste doświadczenie, którym się ze zgromadzoną publicznością podzielił, jest związane z osobą, która otworzyła przed nim nowe muzyczne horyzonty. Właśnie ze względu na tę osobę – Mistrza – Jim-Isaac przyjechał do Szamotuł.
Zacznijmy od przedziwnego splotu okoliczności. Są na świecie takie miejsca, w których niby przypadkiem spotykają się zwyczajni ludzie, a po latach, wraz z upływem czasu odsłania się niezwykłość tego wydarzenia i tych osób. Genius loci (duch miejsca).
Nie byłoby tego koncertu, gdyby nie było tej szkoły i nie byłoby tej auli, gdyby nie człowiek, który wpłynął na życie muzyczne setek osób w Szamotułach, najpierw wydzierając ówczesnym władzom budynek po komisariacie milicji i organizując w nim nauczanie gry na instrumentach. Później wręcz porywał z domów młodzież rozbudzając jej talenty i zamiłowanie do muzyki – dyrektor Stefan Krawczyk. Aula nosi Jego imię. Miał dodatkowy charyzmat wynajdywania i sprowadzania do Szamotuł wybitnych muzyków, nauczycieli gry na instrumentach z całej Polski.
Ze Śląska do Szamotuł
W roku 1984 Państwową Szkołę Muzyczną w Szamotułach kończył pierwszy rocznik absolwentów. Na zdjęciu z tej uroczystości widać młodych ludzi w wieku kilkunastu lat i ich nauczycieli, mających wówczas po dwadzieścia parę lat, a ktoś tam może był tuż po trzydziestce. Wśród nauczycieli tego rocznika była Hanna Kyrcz, wybitny pedagog. Pochodziła ze Śląska z rodziny o tradycjach muzycznych. Co ciekawe, jej kolegami z klasy w szkole muzycznej w Katowicach byli Krystian Zimerman (zwycięzca Konkursu Chopinowskiego 1976) i Adam Rozlach (wybitny dziennikarz muzyczny Polskiego Radia i TVP Kultura). Pani Hanna ukończyła Akademię Muzyczną w Krakowie w specjalności teorii muzyki, kompozycji i dyrygentury. To niesamowite, że dała się później namówić dyrektorowi Stefanowi Krawczykowi na przyjazd do Szamotuł i kształcenie muzyczne tutejszej młodzieży.
Wśród absolwentów wspomnianego pierwszego rocznika była Ewa Orlik, która ukończyła wówczas klasę fortepianu. Tu znów ciekawostka, Ewa wywodzi się ze słynnej rodziny, zasłużonej w kultywowaniu szamotulskiej muzyki folklorystycznej. Jej krewni, grający w Kapeli Orlików, koncertowali na festiwalach w Polsce i za granicą.
Szkoła muzyczna była i jest nie tylko miejscem kształcenia, ale również miejscem budowania koleżeńskich więzi, na gruncie łączącego ludzi zamiłowania do muzyki. Ewa zaprzyjaźniła się wówczas z Hanną Kyrcz i ta relacja pozostała żywą na lata.
Była cichym aniołem stróżem Jima
Czasy przełomu lat 90-tych przyniósły zmiany, również w życiu Hanny Kyrcz, która wyjechała do USA. Posiadając wyjątkowy talent pedagogiczny znalazła tam pracę i uznanie. Jednym z jej uczniów, okazał się wybitnie uzdolniony i oddany nauce gry na instrumencie Jim-Isaac Chua. Jak sam mówił podczas wrześniowego koncertu, pani Hania była jego mistrzem i bohaterem. Dzięki niej poznał świat muzyki Chopina, Liszta i Schuberta.
Hanna Kyrcz zachęciła 16-letniego Jim-Isaaca do wyjazdu z USA do Polski w celu dalszego kształcenia w Katowicach. Pomogła Jim-Isaacowi w nawiązaniu kontaktów z polskimi profesorami pianistyki i była cichym muzycznym aniołem stróżem Jima, a on rozwijał się i podbijał kolejne światowe sale koncertowe.
Hanna Kyrcz, pomimo pobytu za granicą, utrzymywała kontakt Ewą Orlik. To były liczne rozmowy telefoniczne przez ocean, a także spotkania podczas jej przyjazdów do Polski. Na początku tego roku, pani Hanna zadzwoniła do Ewy. To była bardzo trudna rozmowa. Przekazała jej wówczas przeszywającą wiadomość, że jest poważnie chora. Powiedziała wtedy Ewie, że bardzo chciałaby, aby Jim-Isaac Chua wystąpił z koncertem w Szamotułach. Poprosiła Ewę o zorganizowanie tego koncertu.
Bardzo smutne wieści i do spełnienia prośba. Ewa Orlik nigdy wcześniej nie organizowała koncertów. Z pomocą przyjaciół oraz osób, które znały Hannę Kyrcz, przystąpiła do działania. Dzięki wsparciu dyrekcji Szkoły Muzycznej w Szamotułach, Olgi Siejnej-Bernady i Barbary Odwrot-Legawiec, spontanicznej reakcji ludzi dobrej woli oraz otwartości Jima-Isaaca Chua, udało się organizacyjnie przygotować koncert.
Ewa właśnie miała zadzwonić do Ameryki z informacją o koncercie, gdy wyprzedziła ją wiadomość o śmierci Hanny Kyrcz-Dec. Odeszła 6 marca tego roku.
Koncert
To był przejmujący koncert. Jim-Isaac Chua grał Impromptu Schuberta ze łzami w oczach, spoglądając znad klawiatury w kierunku nieba. Można było doświadczyć, że w tym momencie, pamięć nie jest tylko wspomnieniem, ale staje się udziałem w rzeczywistości ponad czasem, wspólnego obcowania przez muzykę i w muzyce.
Hania Kyrcz pojechała na koniec świata, aby stamtąd przysłać nam właśnie tutaj niesamowitość tego młodego muzyka i jednocześnie być obecną przez tę niesamowitość. Jim-Isaac Chua urzeczywistniał to całym sobą. Posiada wyjątkową pamięć muzyczną – pomimo bardzo skomplikowanych i trudnych kompozycji, cały, składający się z wielu utworów koncert zagrał bez nut, z pamięci.
Dysponuje świetnym warsztatem, imponującym staccato (technika gry szybkich, oddzielonych dźwięków). Gra z wyjątkową dynamiką, precyzją, lekkością i świeżością interpretacyjną.
Genialnie wykonujący mazurki, walce, i polonezy Chopina – wychowanek Hani Kyrcz – nie pozostawia wątpliwości, że w swej spontaniczności i finezji duchowo jest Polakiem. Jego wykonania utworów spotykały się z wyjątkowym rezonansem publiczności. Jim-Isaac ujawnił przy tym swoją bardzo dobrą znajomość języka polskiego.
Bardzo przejmującą była relacja Jima-Isaaca, który podczas koncertu, podzielił się jeszcze jednym bardzo osobistym doświadczeniem. W subtelny sposób wspomniał, że pani Hanna była obecna podczas jego bierzmowania, jako jego świadek, o co ją poprosił.
Na zakończenie koncertu, w trakcie opowiadania i wspomnień widać było jego głębokie pragnienie, aby wyrazić ogromną wdzięczności wobec Hanny Kyrcz i kiedy słowa przerywało wzruszenie, niemoc i ściskający gardło żal, Jim-Isaac zasiadł raz jeszcze do fortepianu i wyraził to muzyką, ale tego nie da się już opisać…
Dlaczego Szamotuły?
Pozostało pytanie, na które doprawdy trudno znaleźć odpowiedź: dlaczego dziewczyna ze Śląska, która wyemigrowała za ocean, w ostatniej prośbie przekazanej przyjaciółce, zabiegała o koncert swojego wybitnego i grającego na całym świecie ucznia, Jima-Isaaca Chua właśnie w Szamotułach?
Być może Hanna Kyrcz zobaczyła, doświadczyła przed laty w Szamotułach czegoś, czego my, na co dzień nie zauważamy? Może chciała, aby jej wychowanek mógł odgadnąć i doświadczyć tej inspiracji? Może prosząc o przyjęcie w Szamotułach swojego wybitnego ucznia, prosiła o przyjęcie, za jego pośrednictwem, w naszej pamięci, jej samej? Może serdeczna przyjaźń z Ewą Orlik sprawiła, że to Ewie powierzyła bycie przyjaznym portem dla Jima-Isaaca?
Jak rozumieć tę przedziwną logikę zdarzeń, że oto Hanna Kyrcz, z myślą o swoim uczniu, prosiła o zorganizowanie koncertu, który okazał się być jej muzycznym epitafium?
Hanna Kyrcz jako pedagog słynęła z wyjątkowej umiejętności inspirowania swoich wychowanków. Inspiracja jest zawsze pobudzeniem serca, umysłu i woli. Bez wątpienia, dla wszystkich uczestników tego wrześniowego wydarzenia, dzięki Hani Kyrcz-Dec i Jimowi-Isaacowi Chua, to spotkanie, pozostanie czymś więcej niż koncertem. Jest łagodnym powiewem dobrego ducha i otwartym pytaniem.
* * *
Pewien filozof, kończąc kiedyś swój ważny wykład powiedział, że „pytanie jest pobożnością myślenia”.
Grzegorz Heckert
























