
Dyrektor Katarzyna Kurek-Brzyk oczekuje przeprosin
„Dzisiaj Burmistrz Gminy Pniewy Jarosław Przewoźny, dziękując Pani Katarzynie Kurek-Brzyk za dotychczasowe piastowanie funkcji dyrektora Przedszkola „Miś” w Pniewach, wyraził słowa uznania za chęć przystąpienia do konkursu w dniu 15 maja br. i jednocześnie kontynuowania tej służby do 31 sierpnia 2028 roku. Oferta Pani dyrektor była jedyną, która została złożona w postępowaniu konkursowym” – informował pniewski magistrat 1 czerwca ubiegłego roku.
16 maja tego roku, burmistrz zawiesił Katarzynę Kurek-Brzyk w pełnieniu obowiązków dyrektora i nauczyciela. Co wydarzyło się w przedszkolu „Miś”?
„Zarządzeniem z dnia 17 maja 2023 r. Burmistrz Gmin Pniewy powierzył Pani Katarzynie Kurek-Brzyk stanowisko dyrektora Przedszkola „Miś” w Pniewach na okres następnych 5 lat szkolnych. Pani dyrektor spełnia wymagania, jakim powinna odpowiadać osoba zajmująca stanowisko dyrektora przedszkola, określone przepisami prawa. Życzymy Pani Dyrektor wytrwałości w wypełnianiu edukacyjnych, opiekuńczych i wychowawczych zadań, oddania oraz nieustającej pasji do wykonywania swojej codziennej pracy – zarówno z najmłodszymi, jak i gronem pedagogicznym oraz rodzicami. Wszelkiej pomyślności!” – czytamy na portalu internetowym gminy Pniewy. Słowa bardzo sympatyczne, widać wręcz radość samorządowców z zatrudnienia w „Misiu” Katarzyny Kurek-Brzyk. Dlaczego więc dyrektorka przedszkola nagle stała się w Pniewach persona non grata?
„Chciałam wezwać karetkę”
– Tak do końca nie wiem, co jest istotą problemu, bo żaden z pracowników nie przychodził do mnie i się nie skarżył. Ale jest grupa pracowników, która gdzieś tam od początku próbowała manipulować mną tak, aby spełniać ich oczekiwania, a nie oczekiwania wszystkich innych – mówi Katarzyna Kurek-Brzyk. I przypomina wydarzenia z okresu niedawnych wyborów samorządowych.
– Pomiędzy pierwszą a drugą turą zaprosiłam na rozmowę moją zastępczynię i zapytałam, jak wyobraża sobie dalszą współpracę, bo zaczęły do mnie docierać informacje, że jest nielojalna, w takim sensie, że co innego przekazuje mnie, a co innego innym pracownikom. Nie wykonywała swoich obowiązków tak, jak powinna, miałam zastrzeżenia do jej pracy. Ona nie chciała słuchać tego, co ja mam do powiedzenia, tylko zaczęła wykrzykiwać coś na temat mojego życia prywatnego, zaczęła straszyć mnie swoim mężem, radnym gminnym – relacjonuje rozmowę z zastępczynią. – Po rozmowie ze mną zastępczyni udała się do sali z dziećmi. Zaczęła mocno płakać, zanosić się płaczem, twierdziła, że nie jest gotowa do pracy. Koleżanka została więc na chwilę, żeby jej pomóc. Po godzinie zadzwoniła do mnie, że nie może już dłużej zostać. Więc zdziwiona idę zobaczyć co się dzieje. Okazuje się, że pani szlocha. Po jakimś czasie zadzwoniliśmy po męża, aby ją odebrał, bo nie chciała się zgodzić na wezwanie pogotowia, nie chciała do szpitala. A potem skarżyła się lekarzowi, że naraziłam jej życie nie wzywając karetki! Ale są świadkowie, którzy potwierdzają prawdziwy przebieg wydarzeń.
„Wykrzykiwał jaka jestem dwulicowa”
– Mąż zastępczyni odgrażał się, że tak tego nie zostawi – opowiada Katarzyna Kurek-Brzyk. – Wypisywał do mnie mejle z żądaniem, żeby całą sprawę uznać za wypadek. Sytuacja nie została uznana za wypadek, nie było ku temu przesłanek. Myślę, że ta sytuacja stała się powodem do działania przeciwko mnie.
– Na drugi dzień po naszej rozmowie mąż, pan radny, pozwolił sobie pójść do burmistrza i wykrzykiwał, jaka to ja jestem dwulicowa, po czym przyniósł burmistrzowi Przewoźnemu pismo od pań nauczycielek. Podpisało się pod nim czternaście pań (z 25 osób tworzących kadrę nauczycielską – red.). Ja nigdy tego pisma nie widziałam, nie wiem co tam jest napisane – tłumaczy pani Katarzyna. – Od burmistrza usłyszałam, że w tym piśmie nie ma nic takiego, do czego można by się doczepić. Te czternaście pań zostało więc poproszonych o uszczegółowienie zarzutów, bo w dokumencie nie znalazło się nic, co by świadczyło o moich niewłaściwych zachowaniach. Po tym burmistrz podjął decyzję, żeby przeprowadzić kontrolę.
Zaklejona buzia
Skarga do burmistrza na dyrektorkę niewątpliwie zaogniła sytuację w „Misiu”. Ta, stawała się coraz bardziej napięta.
– Kilka dni po naszej rozmowie zastępczyni udała się do lekarza twierdząc, że w wyniku tejże rozmowy doznała rozstroju psychicznego. Nauczycielki były poinformowane przez wicedyrektor, że zmusiłam ją do zeznania nieprawdy w sądzie, co było kłamstwem, bo nie było żadnej sprawy. Już wcześniej opowiadała koleżankom jaka jej się krzywda dzieje, jaka to ja jestem niedobra dla niej – podkreśla Katarzyna Kurek-Brzyk.
W piątek 8 kwietnia miało w „Misiu” miejsce dość nietypowe zdarzenie. Otóż jedna z nauczycielek zakleiła taśmą buzię nadmiernie rozgadanemu przedszkolakowi. Zaraz w poniedziałek w przedszkolu zjawili się poirytowani rodzice malca, prosząc o odsunięcia nauczycielki od zajęć z grupą do której uczęszczało ich dziecko. I tak się stało.
– Poprosiłam wicedyrektor, aby poszła do tej grupy zastąpić młodą nauczycielkę, sprawczynię całego zdarzenia, którą wysłałam do innej grupy. Można powiedzieć, że było to takie zastępstwo w trybie awaryjnym. Zastępczyni w związku z tym w dokumentacji przypisała mnie i sobie płatne zastępstwo. Poprosiłam, żeby to zdjęła, no i ona to przedstawiła koleżankom w taki sposób, że nie chcę jej zapłacić za zastępstwo. Według kuratorium i wizytatora postąpiłam słusznie odsuwając dziewczynę od tej grupy, ale nie zupełnie od pracy – tłumaczy dyrektor „Misia”.
Burmistrz wysyła na zaległy urlop
Po wyborach nowy burmistrz Jarosław Szurka energicznie zabrał się do próby rozwiązania konfliktu w „Misiu”.
– Zaraz po objęciu stanowiska pan burmistrz Szurka poprosił mnie do siebie i zaproponował mi, abym sama zrezygnowała ze stanowiska – kontynuuje Katarzyna Kurek-Brzyk. – Burmistrz sugerował się tym, że jest konflikt między nauczycielami i on nie jest w stanie zwolnić czternastu pań, tylko lepiej żebym to ja zrezygnowała. Ja powiedziałam, że to nie jest żaden konflikt, tylko sytuacja, którą należy rozwiązać przede wszystkim rozmawiając. Więc pan burmistrz nalegał na to, żebym podpisała wniosek o zaległy urlop, 40 dni. Mówił, że to będzie dobry czas na wyciszenie sytuacji. Uznałam, że skoro tak twierdzi, to podpiszę ten wniosek, aczkolwiek nie do końca byłam do tego rozwiązania przekonana. Podpisałam.
Jeszcze tego samego dnia pani Katarzyna trafia na umówioną wizytę do lekarza, z przeziębieniem. Z gabinetu wychodzi z kilkudniowym zwolnieniem. Jako, że wedle kodeksu pracy niezdolność do pracy z powodu choroby jest jedną z przesłanek przerwania urlopu wypoczynkowego, po zakończeniu zwolnienia dyrektorka „Misia” wróciła do przedszkola.
– Po kwadransie zjawiła się kierownik Chojan z żądaniem, abym opuściła gabinet, a jeżeli tego nie zrobię, to ona wezwie straż miejską. Tłumaczyłam, że urlop został przerwany i powinien na nowo być uzgodniony ze mną, prosiłam o lipiec, zgodnie z ustalonym planem urlopów. Usłyszałam, że powinnam korzystać dalej z tego urlopu zaległego. Nie opuściłam gabinetu – opowiada o niedawnych przeżyciach Katarzyna Kurek-Brzyk. – Na drugi dzień, kiedy przyjechałam do pracy, pojawiła się pani kierownik z zastępcą burmistrza i wręczyli mi decyzję o zawieszeniu w obowiązkach. Uzasadnienie było lakoniczne.
Jakie zarzuty postawił szefowej przedszkola burmistrz? O dość dużym stopniu ogólności. W uzasadnieniu decyzji czytamy o nieprawidłowościach z zakresu nadzoru pedagogicznego, nadzoru nad działalnością placówki w zakresie spraw finansowych i administracyjnych, postawiany został zarzut „niekorzystnego działania w relacjach pracodawca-pracownik”, zarzut braku należytej współpracy z organem prowadzącym, dyrektorka miała wysuwać zarzuty wobec zastępcy, kiedy ta była na zwolnieniu lekarskim i nie mogła się bronić, wreszcie miało dojść do eskalacji konfliktu dyrektora z rodzicami oraz kadrą przedszkola. Zarzuty niby są, ale zabrakło konkretów.
Dyrektorka „Misia” uważa, że nie zrobiła nic niewłaściwego, nie podjęła żadnej decyzji, która mogłaby komukolwiek zaszkodzić. Od decyzji burmistrza o zawieszeniu w pełnieniu obowiązków dyrektora i nauczyciela odwołała się do Kuratorium Oświaty w Poznaniu.
Kuratorium uchyla zawieszenie
10 czerwca decyzję burmistrza Jarosława Szurki o zawieszeniu Katarzyny Kurek-Brzyk w pełnieniu obowiązków dyrektora Przedszkola „Miś” w Pniewach uchyliła Komisja Dyscyplinarna dla Nauczycieli przy Wojewodzie Wielkopolskim.
Co ustaliła komisja? Skład orzekający doszedł do przekonania, że zarzuty sformułowane w decyzji burmistrza są zbyt ogólne, a jeden z nich nie powinien być przypisany dyrektor „Misia”, a innemu nauczycielowi. W opinii komisji, burmistrz nie uprawdopodobnił w swojej decyzji zarzucanych dyrektorce czynów. Stwierdzono również, że protokół z kontroli doraźnej przeprowadzonej w przedszkolu przez organ prowadzący nie wykazał poważnych uchybień, które byłyby podstawą do zawieszenia. Z kolei w przypadku zdarzenia dotyczącego zaklejenia dziecku ust taśmą komisja uznała, że dyrektor Kurek-Brzyk postąpiła zgodnie z procedurami i rozwiązała problem. Zespół orzekający podkreślił też, że szereg okoliczności opisanych w decyzji o zawieszeniu opiera się na niedomówieniach. Jednocześnie komisja wskazała, że postanowienie w żaden sposób nie przesądza o „niewinności” nauczyciela, ponieważ KDN nie podejmowała się oceny materiałów będących przedmiotem analizy pod kątem odpowiedzialności dyscyplinarnej.
Z rozstrzygnięciem komisji nie zgodził się Jarosław Szurka, złożył zażalenie do Odwoławczej Komisji Dyscyplinarnej przy Ministrze Edukacji i Nauki. Ponadto burmistrz złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Szamotułach przeciwko dyrektorowi przedszkola, w związku nieprawidłowościami, które zostały ujawnione w trakcie kontroli.
Nauczyciele nie chcą współpracować z dyrektorem
– Mój poprzednik powołał komisję antymobbingową, która przesłuchała wszystkich pracowników przedszkola, zarówno nauczycieli jak i pozostałych pracowników. Z tych ustaleń wynika, iż w tej placówce miał miejsce mobbing w stosunku do wszystkich przesłuchanych – mówi Jarosław Szurka.
Burmistrz Pniew przyznaje, że podczas spotkania z dyrektorem przedszkola, tuż po zaprzysiężeniu na stanowisko burmistrza, zaproponował wykorzystanie zaległego urlopu, który posiadała w wymiarze 40 dni. Dyrektor przerwała urlop po kilku dniach, trzydniowym zwolnieniem lekarskim, po którym wróciła do pracy. Tym samym nie zastosowała się do zaleceń burmistrza, jego zdaniem.
– W celu rozwiązania trudnej sytuacji w placówce, miał być powołany negocjator. Dyrektor nie skorzystała z tej propozycji. Twierdziła, że ma dobry kontakt z radą pedagogiczną. Tymczasem prawie wszyscy nauczyciele stwierdzili, że nie widzą możliwości współpracy z dyrektorem. Z przeprowadzonych rozmów z pracownikami przedszkola wynika, że powrót pani dyrektor spowoduje zamknięcie placówki, gdyż większość z pracowników nie chce z nią współpracować – zaznacza burmistrz Szurka.
Konflikt dyrektora z nauczycielami nie jest jedynym problemem placówki. Burmistrz Jarosław Szurka informuje, że wykryto także nieprawidłowości w kuchni. Jej pracownicy mieli przechowywać „stare mięso”, a ziemniaki i banany przygotowywać do konsumpcji dzień przed podaniem dzieciom, co powodowało ich sczernianie.
Co dalej?
– Oczekuję oczyszczenia mnie z tych wszystkich absurdalnych zarzutów i oficjalnych przeprosin – od nauczycielek, radnego Kamila Pogorzelczyka i burmistrza. Te zarzuty nie maja żadnej podstawy – wyraźnie akcentuje Katarzyna Kurek-Brzyk.
I dodaje: – Ja jestem osobą, która nie podsyca konfliktów, tylko stara się zrozumieć, dlaczego inni postąpili tak, a nie inaczej, dlaczego tak się zachowali. Dla mnie jest to bardzo trudna sytuacja. Uważam, że pan burmistrz powinien ze mną porozmawiać, wysłuchać, jak ja to wszystko widzę. Sytuacja w przedszkolu byłaby rozwiązana, gdybym miała tylko możliwość porozmawiania z pracownikami. Ja nie chcę nikogo oskarżać, chciałabym się tylko dowiedzieć, dlaczego w taki sposób zostałam potraktowana. Po rozmowie z burmistrzem poczułam się jak przestępca.
Katarzyna Kurek-Brzyk zapowiada podjęcie kroków prawnych przeciwko osobom, które ją pomówiły, zniesławiły.
Marek Libera
Sławomir Chamczyk
Na zdjęciu: – Ukończyłam studia z edukacji wczesnoszkolnej i wychowania przedszkolnego, później ukończyłam jeszcze siedem innych kierunków, między innymi informatykę i wychowanie fizyczne. Dwadzieścia lat pracowałam w szkole, przez jakiś czas na stanowisku wicedyrektora. Otrzymałam do tej pory kilka razy wyróżniającą ocenę pracy – mówi o swoich kwalifikacjach zawodowych Katarzyna Kurek-Brzyk. W pniewskim „Misiu” przepracowała sześć lat





















